xpp

czwartek, 24 kwietnia 2014

010 .. The End?

Gdy dojechałem do domu zobaczyłem, że ktoś próbował się ciągle do mnie dodzwonić. Był to jakiś zastrzeżony numer. Chwila przecież to mógł być lekarz z jakimiś wiadomościami o Demi. Wystukałem szybko numer, kliknąłem połącz i przyłożyłem telefon do ucha. Mijał sygnał za sygnałem, ale nikt nie odpowiadał. Czemu akurat teraz? Czy tylko mi się musi to zdarzać? Próbowałem się dodzwonić jeszcze kilkanaście razy, ale na nic. Nikt nie odbierał. Pojechałbym tam, ale moi przyjaciele na mnie czekają. Należą im się przecież wyjaśnienia. Oni też się martwią.  Muszę im to wszystko wyjaśnić.  Wszedłem do domu i zdjąłem buty, po czym poszedłem do salonu. Byli tam wszyscy. Selena siedziała u Harr'ego na kolanach płacząc mu w koszulkę, a on ją tylko przytulał mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Zayn i Perrie leżeli na dywanie. Perrie była wtulona we swojego narzeczonego. Louis, Eleanor, Sophia i Lux oglądali jakąś bajkę. Pewnie mała ich do tego namówiła. Lou i Liam siedzieli na kanapie cicho płacząc. Nawet Paul z nimi teraz był i czekał. Tak wszyscy czekali na mnie. A ja nie mam nawet w sobie tylko odwagi, żeby powiedzieć im co się dzieje. Wszyscy wyglądali strasznie. Zapuchnięte oczy, pewnie wcale nie spali. Doskonale ich rozumiem przecież w szpitalu przeżywałem to samo co oni w domu.
-Gdzie jest Demi?
-Co z nia?
-Przezyje?
Wszyscy przekrzykiwali siebie w zadawaniu pytan. Liczyli pewnie, ze mam dobre wiesci, a ja? Miaem im powiedziec,ze potrzebny jest przeszczep aby mogla zyc?
Po mmoich policzkach zaczely splywac lzy. Podszedl do mnie Liam i nic nie mowiac mnie mocno  przytulil.
-Dziekuje.- szzepnalem mu do ucha.
-Nie martw sie, czekalismy juz tyle. Poczekamy jeszcze. Bedzie dobrze, juz nie placz.- odpowiedzial.
-Ale De-mi on-a potrz-ebuje prz-e-sz-cz-e-pu ina-czej u-m-rz-e.- Juz nie moglem powstrzymywac lez. Rozplakalem sie jak male dziecko w ramie swojej matki.
Nagle w mojej kieszeniu zaczal wibrowac telefon. Wyjalem go caly roztrzensiony. Na wyswietlaczu znow pojawi sie zastrzezony numer. Bez zastonowienia odebraem.
-Dzien dobry dzwonie z tutejszego szpitala. Chodzi o Demetrie Lovato. Mam zaszczyt rozmawiac z nijakim Nialle'm HHHHHHoran?
- Tak to ja. Co z nia?
- Wiec jest juz po operacji.
-Jak to po operacji?
-Zglosila sie do nas dziewczyna o imieniu Ginny. Biorac pod uwage to, ze miala ukonczone 18 lat, a dla nas liczyla sie kazda sekunda uznalismy po namysle, ze tro mozze bbbyc jedyna szansa.
- Ja za chwile bede w szpitalu.
-Czekam. Dowidzenia
-Dowidzennia.
To nie mialo sensu. Kto mogl sie zglosic? Przeciez nikt nie mial pojecia o tym oprocz mnie, lekarzy i Ginny. Chwila Ginny! Ona przeciez wspominala cos, ze ma juz 18 lat i sie cieszy bo jest pelnoletnia.
-Jedziemy.-Krzyknalem bez zastanowienia.
-Co jest?- spytal Louis
- Demi jest po operacji, reszte opowiem wam po drodze.
-Niall ja nie moge jechac, Lux tam  nie wpuszcza jest za mala.- odparla Lou
- Ja sie nia zajme, a ty jedz to twoja siostrzenica.- na ochotnika zglosila sie Eleanor.
-Nie mamy czasu, wsiadajcie do busa ja poprowadze.- odezwal sie Paul.
Wsiedlismy wszyscy do busa i odjechalismy. W domu zostala tylko Eleanor i malutka Lux. W drodze opowiedzialem im wszystko co sie dzieje. Mowiac to ppatrzylem w okno. Nie moglem zniesc ich pelnych cierpienia  oczu.


Dojechalismy na miejsce.Udalismy sie razem do sali nr 4.Przed sala czekal juz lekarz .
- O dzien dobry juz pan jest.
-Tak, moze pan powiedziec kto oddal Demi szpik?
-Dobrze, ale tu tak przy wszystkich?
-To moi przyjaciele, moi i Demi oni maja prawo wiedziec.
- Byla to Ginny, dziewczyna powiedziala, ze twoje szczescie jest wazniejsze. Kazala mmi przekazac, ze kocha cie nad zycie i zrobi wszystko abys byl szczeliwy, nawet kosztem swojego zycia.-
Nie wiedzialem co powiedziec. Ona wiedziala, ze moge umrzec oddajac ten szpik. Wiec sama sie zglosila, czy dla prawdziwych Directioners naprawde tak duzo znacze? Ja zwykly chlopak z Mullingar.
-Moge je zobaczyc?
-Tak.- powiedzial po czym odszedl.
- Idz my tu poczekamy.- Powiedzial Harry.
- ok.
Weszlem do pokoju. Znajdowaly sie tu 2 luzka. Na jednym lezala moja Demi, a na drugim Ginny. Podbieglem szybko do luzka Demi i przed nia ukleknalem lapiac ja za reke i rozplakalem sie jak male dziecko.
- Demi ja cie kocham nie mozesz mnie zostawic. Tak bardzo mysle, ze to moja wina gdybym wtedy przy tobie byl, a nie udzielal wywiadu. Wszystko by bylo inaczej. Gdybym dopilnowal, zebys wziala leki, a nie stresowal cie ta gala charetatywna.Wszystko by  bylo inaczej....
-Niall to nie twoja wina.- Uslyszalem za soba. Za mna stali wszyscy. Selena tak jak ja wczesniej padla na kolana i zaczela plakac.Reszta jakos sie trzymala, ale w ch oczach byl smutek, Wiem widzialem to! Podszedlem teraz do Ginny, Ona tyle dla mnie zrobila. Chociaz sama tyle cierpiala. Rodzice zostawili ja sama z bratem. Zgineli w wypadku samochodowym. Jej  brat zachorowal niedawno i  lezy w sali obok. Ona jest tak bardzo odwazna. Jak sie wybudzi napewno jej to jakos wynagrodze, zobaczy.
NAgle ona zaczela otwierac  oczy.
-Niall?
- Tak Ginny.
-Jestem w niebie?
- Nie, dlaczego tak myslisz. - Zasmiaem sie.
-Widze caly zespol. Moje marzenie sie spelnilo.
-Tak, ale teraz spij. MAsz malo sily
-Dobrze.- Powiedziala i usnela.
Skoro Ginny wstala to operacja musiala sie udac, ale Demi ona dalej spi. Dlaczego?
- Przepraszam musicie wyjsc . One potrzebuja odpoczynku.- W sali pojawil sie lekarz.
-Juz wychodzimy. - odparla Lou.
-JA nigdzie sie nie ruszam zostaje tu z Demi!- krzynalem.
-Dobrze, ale nie dluzej niz pol godziny!
Wszyscy wyszli. Zostalem jedynie z Demi i Ginny. Usiadlem przy lozku mojej dziewczyny i zlapalem ja za reke. Po chwili zaczalem wspominac nasze wpolne chiwile.
-A pamietasz   jak pierwszy raz tu przylecialas. Spojrzalem na ciebie i jjuz wiedzialem, ze nie umiem zyc bez ciebie. Widziaem to w twoich oczach.
-Tak pamietam to   Niall. Kocham cie pamietaj to. Zawsze bede cie kochac. - odezwala sie Demi.
- Demi juz myslalem, ze sie nigdy nie obudzis. Tez cie kocham i zawsze bede chocby nie wiem co.  Jak wyjdziesz ze szpitala ppojedziemy do Paryza. Dooo miasta milosci. Teraz juz zawsze przy tobie bede. Nigdy cie nie zostawie...
Tym razem nie dostalem juz odpowiedzi. Zobaczylem, ze zamyka oczy, a urzadzenie do ktorego byla podlaczona zaczyna wydawac dziwne dzwieki. Szybko zawolalem lekarza. Przyszedl a wraz z nim wiele pielegniarek. Zaczeli ja raniomowac, ale bylo juz za pozno ona ODESZLA.












jak podoba sie wam nowy rozdzial? Przepraszam e musiliscie tyle czekaac, ale swieta . a jak wam minely? Nie jest to rozdzial ostatni , pojawi sie jeszcze jeden lub dwa. Wogle zaczelam pisac juz nowego bloga, dzis dodam prorolog ;) bylby ktos chetny czytac?  Licze na szczera opinnie w kometarzu ;p
moj twitter- One_Dream_x pytajcie jakbyscie mieli jakioes watpliwosci ;->
                                                                    

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

009 I always stand to you

Wyjąłem swój telefon i zadzwoniłem po Taxi. Boże, a jak jej coś się stało? ona jest najbliższą mi osobą w życiu. Mam tylko ją i chłopaków. Nie mogę pozwolić żeby coś się jej stało!
- Wsiada Pan? Czy jeszcze mam tak czekać z godzinę?- z rozmyśleń wyrwał mnie głos kierowcy. Nie zauważyłem nawet jak podjechał. Szybko więc wsiadłem i rzuciłem.
- Proszę szybko do szpitala.
Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Zapłaciłem dla niego odpowiednią kwotę i wszedłem do budynku. Na końcu korytarza za blatem stała repecionistka służąca pomocą. Niestety do niej ustawiła się już nie zła kolejka.
-Przepraszam, czy Pani mogła by mnie przepuścić?- spytałem z nadzieją w głosie.
-Stoję tu już 2 godziny. Nie będę czekać jeszcze 2 razy tyle!- odpowiedziała ze złością.
-Fuck- syknąłem, ale po chwili wpadłem na genialny pomysł. Przecież jestem Niall, Niall Horan z najpopularniejszego boysbandu na świecie, z One Direction!
- Ma Pani może córkę?
- Tak mam, a co Pana to obchodzi? Jeśli mogę Cię wogle nazwać Panem.
- Jest może w jakimś fandomie?
-Jest Directioner i Potterhead, ale jeszcze raz pytan co Cie to obchodzi?
 Wyjąłem z kieszeni szybko swoje zdjęcie i je podpisałem. Tak to dziwne, bo kto nasi swoje zdjęcie w kieszeni? Jednak przez te lata już sie czegoś nauczyłem, to potrafi uszcześliwić moje fanki. Niby nic, al etak wiele.
-Proszę.- podałem jej zdjęcie.
- Po co mi to? Jednak po chwili spojrzała na autograf.- Chwila ty jesteś tym z One Direction?
- Tak.
- Dziękuje moja córka padnie z wrażenia.- opowiedziała z wielka radością.
- Nie ma za co.- Również się uśmiechnąłem.-Ale czy mogła by jednak mnie Pani przepuścić? Moją Dziewczynę nie dawno przywiozła karetka i bardzo się jednak o nią martwie.
- Było tak od razu.- Ponownie się przyjaźnie uśmiechneła.
- Naprawdę dziękuje! A jeszcze jedno prosze.- podałem jej koperte z biletem na koncert. Tak to też dziwne, ale miałem akurat parę biletów tak na wszelki wypadek. Miały trafić do chorych dzieci no, ale cuż. Mam nadzieje, że chłopcy i Selena jakoś się trzymają.
Chłopak przede mną szybko skończył rozmowę z pomocnica szpitala i nadeszła moja kolej.
-Dzień Dobry nie dawno została tu przywieziona Demi, Demi Lovato. Mógłbym uzyskać jakieś informacje o niej? Gdzie leży? Jest moją dziewczyną i bardzo mi na niej zależy.
- Tak chwila.- Wyjeła telefon i zadzwoniła do kogoś pytając o Demi.- Proszę usiąść moja koleżanka powinna za chwilę przyjść po Pana i zaprowadzić do ukochanej.- Uśmiechneła się pod nosem.
- Dziękuję.
Usiadłem na krześle. Moje myśli nie mogły się na niczym skupić. Ważne jest teraz tylko życie mojej dziewczyny. Niedługo ogłosimy, że potrzebujemy szpiku. Mam nadzieję, że Demi wytrzyma do tego czasu i,że ktoś się znajdzie. Nie wiadomo jeszcze czy szpik się przyjmie. Mam jednak nadzieję, że tak. Jak nie jestem gotów oddać swój, nawet teraz! Ludzie wchodzą i wychodzą. Oni nie wiedzą jak ja się teraz czuje! Pare osób spytało mnie czy wszystko w porządku. Nie nic nie jest w porządku! Moja dziewczyna może umrzeć. Ona jest najważniejsza dla mnie i oczywiście chłopacy. To ona pokazała nam, że nie potrafimy bez siebie żyć. Wprowadziła tyle dobra w nasze życie! Nie może teraz zginąć!
- Przepraszam, czy to Pan chciał uzyskać informację gdzie leży nijaka Demi Lovato?
- Tak to ja, wiadomo coś?
- Tak, jest w sali nr 4. Proszę poczekać pod salą na lekarza, on da Panu więcej infirmacji o stanie jej zdrowia. Ja mogę tylko tak pomóc.- odpowiedziała dziewczyna, która wcześniej poszła się coś dowiedzieć.
Pobiegłem szybko szukając tej sali. Okazało się, że jest to na 2 piętrze. Wcisnąłem przycisk, ale winda nie chciała przyjechać. Szybko wiec pobiegłem schodami. na szczęście schodów nie było wiele, wbiegłem na górę. Teraz jeszcze tylko salę nr 4. Poszukiwania nie zajeły mi dużo czasu. Już po chwili byłem na miejscu. Podszedłem do okna. Widać było z niego salę, w której ona leżała. Niewiele mogłem zauważyć, ale na tyle dużo by z moich oczu zaczeły kapać łzy.
-Dlaczego płaczesz?- zagadała mnie jakaś młoda dziewczyna.
-Ta-m le-ży moj-a dzie-wcz-yna. Je-st chora na r-a-k-a. Ja ją tak bardzo kocham, a ona musi ode mnie odejść. Znów zostanę sam na tym wielkim świeci!- wyjąkałem przez łzy, a ostatne zdanie prawie wykrzyczałem.
-Nie martw się, lekarze napewno ją wyleczą.
- Ty nic nie rozumiesz zostały jej tylko ok. 2 miesiące życia! Jedynym ratunkiem jest przeszczep!
- Jest już dawca?
- Nie... ale jak nikt się nie znajdzie ja się zgłoszę.
-Wiesz.. Skutkiem ubocznym może być nawet śmierć!
- Nie wiedziałem.. Ale dla mojej Demi warto! A wogle co ty tu robisz?
- w sali obok leży mój brat, miał wypadek i złamał kilka kości..Jego życie jest zagrożone.Jest mi najbliższą osobą. Moi rodzice zgineli w wypadku samochodowym.
- Przykro mi ja nie wiedziałem.
Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Tyle mogę zrobić. Gadam jej o swoich problemach, a nawet nie spytałem czemu tu jest. Jestem idoitą, który myśli tylko o sobie!
- Jak masz na imię?- spytałem
- Ginny.
- Zabawne kojarzysz mi się z Ginny Wesley z 'Harry Pottera'. Obie macie tak samo na imię i taki sam kolor włosów.- Zaśmiałem się
-Tak wiem wiele osób mi to mówi.- Również się roześmiała.
Dziwne ta dziewczyna potrafiła mnie rozśmieszyć w takiej chwili i zapomnieć chociaż na chwilę.
- Hah a ja nawet się Ci nie przedstawiłem jestem N..
-Niall Horan. Tak znam Ciebie, chyba nie tylko ja jedyna?
- Tak wiem, czasem to jest wkurzające. Gdzie nie wyjdziesz tłumy fanek i paparazii, ale jednak jest to spełnienie marzeń. 
- Wiesz ja byłam nie raz w tym tłumie tych fanek.
- Jesteś Directioner?
- Tak.
- I nie piszczałaś jak mnie zobaczyłaś? Nie prosiłaś o zdjęcie lub autograf?
- Kiedyś pewnie tak bym zrobiła, ale teraz wiem, że moje szczęście nie jest najważniejsze tylko mój idol, a ty mi dałeś dużo więcej. Pocieszyłeś mnie mimo tego, że sam jesteś taki smutny i mnie przytuliłeś i nie był to taki zwykły uścisk, tylko taki o jakim zawsze marzyłam. Taki prawdziwy.- ostatnie zdanie wyszeptała.
- Dziękuje ci za to.- przytuliłem się do niej i tak spędziliśmy parę godzin na czekani. Ona jest taka miła. Pomogła mi.Tak, pomogła mi się uspokoić. Jestem jej za to tak wdzięczny. Ona musiała tyle zrobić żeby mnie zobaczyć. Jestem tego pewien! Wynagrodzę jej to kiedyś.
Nawet się nie zorientowałem a zobaczyłem, że z sali wychodzi wkońcu lekarz.
- Dzień Dobry, co z Demi?!?
- Więc tak nie jest dobrze, ale da się jeszcze coś jednak zrobić. Proszę do mojego gabinetu.
Ruszyłem za lekarzem. Podobno jest źle, ale napewno jest jeszcze nadzieja! Szliśmy w ciszy długim korytarzem. Po 5 minutach dotarliśmy do celu
- Proszę usiąść. No więc tak nie będę owijał w bawełnę. Jest źle. Jednym ratunkiem jest przeszczep. Do tego jest potrzeby ktoś z krwią AB+.
- Ale jak to? To znaczy, że bez przeszczepu nie przeżyje?!
- Tak.
- Ja mam grupe krwi A, napewno nie będę się nadawał?
- Jest cień szansy, że tak, ale wolę nie rezykować. Do końca tego tygodnia trzeba kogoś znaleść.
Ale jak to to znaczy,że jak za 3 dni się nikt nie znajdzie to ona umrze? A ja nic nie mogę zrobić! Oddałbym jej wszystko żeby żyła! Jeszcze dziś muszę kogoś znaleść!
- Dziekuję za informacje, zadzwonię do pana niedługo jak uda się kogoś mi znaleść.
Wybiegłem szybko z gabinetu. Nie mam czasu do stracenia. Po drodze spotkałem Ginny. Próbowała mnie zatrzymać.
-Gdzie ty biegniesz?
- Muszę znaleść kogoś z krwią AB+ inaczej kto będzie chciał oddać szpik! Inaczej Demi nie przeżyje!



Pov Ginny

- Muszę znaleść kogoś z krwią AB+ inaczej kto będzie chciał oddać szpik! Inaczej Demi nie przeżyje!
Te słowa nie mogły mi wyjść z głowy. To jest moja grupa krwi! Ale mogę tego nie przeżyć, tym bardziej,że mam problemy ze zdrowiem.
Długo nie mogłam się zastanowić co zrobić, ale wkońcu poszłam do lekarza się zgłosić. Ja na tym świecie nie mam już nikogo. Mój brat ma małe szanse na przeżycie. Niall jest dla mnie ważniejszy. Jego szczeście. Tak jestem tego pewna, oddam jej ten szpik!
- Przepraszam! Dzień dobry słyszałam, że nijaka Demi Lovato potrzebuje szpiku. Moja krew i krew jej to ta sama grupa.
- Jest Pani tego pewna? Przeszczep musiał by odbyć się jeszcze dziś.
- Tak jestem!-Serce mi wali nie miłosiernie, ale już zdecydowałam. Nie cofne tej decyzji chodźby nie wiem co!- Proszę dać mi chwile na pożegnanie się z bratem. 
- Zna Pani efekty uboczne, tak?
- Niestety, ale tak.
- I mimo wszystko jest Pani pewna?
- Tak.
-Dobrze.- westchnął.- Prosze to wypełnić.- podał mi jakieś papiery.
- Już się robi.
Wziełam od niego te kartki i usiadłam wypełniając je. Pytania dotyczyły kiedy sie urodziłam? Jak mam na nazwisko? I wiele takich innych. Ze strachem je wypełniłam i oddałam je doktorowi a sama poszłam do brata.
Weszłam do sali, na której leżał i zostawiłam mu list. Akurat spał. Tyle byłam w stanie zrobić.
W drodze powrotniej spotkałam tego lekarza.
- Proszę to założyć i połozyc się na bloku operacyjnym.  
- Już idę. Przepraszam mam jeszcze jedną proźbę.
-Tak.
- Powie Pan Niallowi, że jego szczeście jest dla mnie ważniejsze?
-Dobrze, chociaż tyle mogę zrobić.
Po chwili leżałam już na łużku. Usłyszałąm tylko 
-Nie martw się
i usnełam